Życie zaczyna się tam, gdzie kończy się strach…

Trochę osobiście, od serca…W nawiązaniu do poprzedniego wpisu o zmianach i o lęku przed nieznanym.

Zapewne wielu z Was kojarzy to wrażenie, kiedy byliście dziećmi, i w nocy, przy poświacie księżyca wpadającej przez okno do pokoju, Wasze dziecięce mebelki przeobrażały się w przerażające potwory. Wystarczyło natomiast zapalić lampkę nocną i cały strach znikał, biurko okazywało się biurkiem, a komoda komodą.

Ten przykład pokazuje, jak działa schemat strachu. A właściwie – wyobrażenie o tym, czego moglibyśmy się bać. Bo strach sam w sobie nie istnieje. Jest reakcją na zagrożenie, świadomym wyborem. Ochroną przed nieznanym. Pytanie tylko – czy zawsze adekwatną ?

Strach ma wielkie oczy. Im częściej będziemy świadomi tego, że możemy „zapalić lampkę nocną”, tym więcej wyolbrzymionych demonów będziemy demaskować. Demonów, które istnieją tylko w naszej głowie. O których rozmyślanie napędza szereg destruktywnych reakcji w naszym organizmie i paraliżuje nas, obezwładnia. Znacie opowieść „Tajemniczy ogród ” ? Z zewnątrz straszny i ponury, w środku krył miejsce pełne cudów i radości. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że nic nie „zadziało” się samo. Metaforycznie rzecz ujmując, od początku do końca pozostajemy odpowiedzialni za to, jak wygląda nasze życie.

Rozpoczynając cokolwiek nowego, czym może być nowa praca, nowy partner, nowa dieta, nowa czynność ( czyt. aktywność ), nowe mieszkanie, nowe otoczenie etc. etc.dobrze jest zadać sobie pytanie, czy to „stare” już zostało definitywnie zakończone ? ” Nie zbudujemy nowego domu na ruinach starego”…Kończenie, domykanie, finalizowanie, pożegnanie nie jest łatwe. Wielu ludzi BOI się tego. Strach spowodowany jest najprawdopodobniej niemożliwością wyobrażenia sobie – „co będzie dalej ?” Mózg nie ogarnia pustki, próżni. Próbuje ją czymś natychmiast wypełnić.Jest to naturalne. Mając tego świadomość, dajemy sobie szansę na wypełnienie nowej przestrzeni tym, co najlepsze, powoli, małymi krokami. Z możliwością wyboru, selekcji. Wybieranie też może być źródłem strachu. Warto pogodzić się z faktem, że wszystko ma swoją cenę i przeważnie mamy coś kosztem czegoś. Pokora i wdzięczność. Zaufanie. Wówczas nie ma już miejsca na strach i uczucie utracenia. Uwaga ! Kończenie nie oznacza palenia mostów. Owszem, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale miejmy świadomość, że to za każdym razem jest inna woda ;-). Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć.

Osobiście jestem zafascynowana jogą. I polecam ją wszystkim naokoło. Wiele osób mówi mi, że próbowali i tego nie czują. Haha, ja się z jogą „oswajałam” jakieś 2,5 roku ( ! ). Ale choć było wiele chwil zwątpienia, podświadomie czułam, że to jest TO. Myślę, że warto szukać do skutku. Dla mnie joga sama w sobie nie jest przyjemnością. Za to przyjemnie jest po zajęciach. To poczucie przełamania kolejnej bariery. Poszerzenie znów o ułamek swojej strefy komfortu. Zachęcam do znalezienia dla siebie takiej aktywności, która będzie nas tego uczyć i pomoże nam tego doświadczyć. Ważne, aby to było na poziomie ciała, gdyż tylko wtedy to doznanie zostawi trwały ślad w naszej pamięci komórkowej. Kiedy nauczymy swoje ciało otwartości na trudności, zmienią się one w wyzwania, a uczucie obezwładniającego strachu będzie się pojawiało coraz rzadziej. Z poziomu fizycznej siły zaczniemy się wspinać na poziom wewnętrznej MOCY.

Różnica pomiędzy mocą a siłą jest zasadnicza. Moc to hart ducha i umysłu. To ten poziom, kiedy nie musimy nic udowadniać, nie boimy się krytyki, odrzucenia. Jesteśmy spójni, to, co czujemy przejawia się w naszym zachowaniu. Dajemy bez oczekiwania na odwzajemnienie. Nie potrzebujemy zewnętrznego potwierdzenia na to,co robimy, ani na to, jaką stanowimy wartość.

Tam, gdzie jadę, nie ma gór, które KOCHAM. I ta świadomość mnie przeraża. Góry są moim azylem, moją mekką, miejscem, gdzie zmierzam się sama ze sobą, ładuję akumulatory, zachłystuję się pięknem tego świata, odnajduję sens życia. Ale tak wybrałam. Być może odnajdę coś nowego, jakąś nową formę aktywności, która poszerzy znów moje horyzonty, rozwinie mnie, pozwoli skonfrontować to, co już o sobie wiem, albo tak mi się tylko wydaje ? Nie wycofam się już, ponieważ tylko poprzez konsekwencję w działaniu jesteśmy w stanie siebie dobrze poznać i doświadczać wszystkich aspektów naszego życia.

 

Na koniec ćwiczenie, lub, jak to mój nowy znajomy ładnie nazwał : rytuał ;-).

SŁOIK.

Weź pusty słoik. Włóż do niego wypisane na małych karteczkach WSZYSTKIE kwestie, których się boisz. Nie ograniczaj się, wypisz wszystko, co Ci przychodzi do głowy. Ale nie przesadzaj też, nie rób z siebie ostatniego tchórza 🙂 . Jak już masz gotowe zakręć słoik i ROZWAL go na najmniejsze kawałeczki. Po prostu rzuć o ścianę. WAŻNE ! Bądź osobą świadomą i uważną oraz ekologiczną, nie rób tego w domu, aby nie wystraszyć  sąsiadów, nie zrzucaj z 10 piętra. Najlepiej znaleźć miejsce, w którym po wszystkim będzie można posprzątać szczątki, a kartki wyrzucić lub spalić…

To ćwiczenie symbolizuje uwolnienie, oczyszczenie, rozwalenie blokad, tego co nas ogranicza, hamuje, przeraża, zniewala,..Będziecie zaskoczeni, jak nie łatwo taki słoik rozbić w drobny mak., a także, jaką moc poczujecie, gdy się to uda…;-) POWODZENIA !!!

 

 

 

 

 

 

 

Napisz odpowiedź lub komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.