Wielki GŁÓD.

Znasz to uczucie ?

To lekkie pieczenie, kręcenie, czasem wręcz głośne burczenie w okolicy Twojego splotu słonecznego? Tak, to głód. Wyostrza zmysły, przytępia umysł. Instynkt, który trudno oszukać, trudno wyciszyć. Są grupy ludzi, które eksperymentują, praktykują z „niejedzeniem”. Ale nie o tym ten wpis.

Wpis jest o głodzie, którego nie daje się zaspokoić żadnym pokarmem. O tym, że „wykarmienie” się poza poziomem fizjologicznym, jest niezbędne także na poziomie emocjonalnym i energetycznym.

Każda żyjąca istota, każdy zmaterializowany twór, niesie ze sobą jakiś ładunek energetyczny. Podobnie jak pożywienie (kcal, kj, składniki odżywcze…) Kiedy wchodzimy w relację z tym energetycznym potencjałem, wypełnia on nas bądź drenuje. Prosta reakcja chemiczna. Prosta a tak aktualnie „nieodstępna”, stłumiona nadmiarem bodźców, skutecznie zmanipulowana, byle więcej, byle jeszcze, byle nigdy dość.

Konsumpcjonizm ma się świetnie. Wytresował nas. Mamy wieczne poczucie braku, niedosytu. Mamy wszystko a nie mamy nic. Dzięki Social Media mamy możliwość zobaczyć w ciągu 5 minut co przeżyło grono naszych znajomych. Te obrazy w nas zostają. Nie są nam obojętne. Wywołują szereg reakcji w ciele. Generują potrzeby, które nie są nasze. Są społeczne, globalne. A my je wchłaniamy, przejmujemy i stają się żywe w nas. Pasożytują sobie. Emocjonalne reakcje, setki myśli. A potem wyłączamy telefon/komputer/tablet i wydaje się nam, że to znika. Nie znika. Nasze ciało, przeładowane, pragnie coś z tym zrobić, jakoś to ukierunkować, zmagazynować, podać dalej. Co najczęściej robimy? Wpadamy w kolejne bodźce, bieżące, praca, dom, rodzina, znajomi, ludzie na ulicy. Jest już tego tak dużo, że umysł się zaczyna przytępiać, a ciało krzyczy. Potrzebuje ruchu, jakiejś fizycznej akcji-reakcji. Dlatego idziemy pobiegać, poćwiczyć, odwiedzić galerię handlową, napić się kawy, zjeść ciastko, walnąć browara albo trzy. Nie możemy się zatrzymać. Nie możemy zostać w ciszy.

Dlaczego?

Bo wtedy pojawia się ON. Wielki głód. Frustracja. Bo nie dostaliśmy. Szereg potrzeb uruchomionych w ciele, w głowie, w sercu nie został zaspokojony. I nie zostanie. Bo te potrzeby są iluzją. Są fikcją, którą tak usilnie pragniemy wprowadzić w życie. To wszystko pogłębia stan głodu. A kryje się za tym najczęściej coś najbardziej ludzkiego i pierwotnego. Głód emocjonalny, potrzeba – przynależności, bliskości, bezpieczeństwa, akceptacji, potrzeba bycia potrzebnym, ważnym – dla innych. Nie zaspokoisz go czekoladą czy kaszą jaglaną. Nie zaspokoisz go idealną, wypoconą setkami godzin na treningu figurą. Może częściowo zaspokoisz go, a raczej wyciszysz: treningiem, seksem, filmem. Ale zauważ, że przeważnie mimo tego, że „nakarmiłeś/aś” się czymkolwiek z wyżej wymienionych, wiercenie w brzuchu nie znika. Masz w sobie nadal obszar nie zaspokojonych, sztucznie wytworzonych potrzeb. I ciągle chcesz co innego, innego partnera, inny dom, inną pracę, inne życie(…) Dokąd idziesz?

Co warto zrobić?

Detox. Od elektroniki, do męża, dziecka, miejsca zamieszkania, pracy. Oczyszczenie. Sprzątanie. Kiedy zaczniesz wyrzucać z głowy, z ciała, zobaczysz, że apetyt na różne dziwne rzeczy zniknie. Może nawet zmniejszy się radykalnie na ten czas. Zadbaj o siebie wtedy, bądź dla siebie dobra/dobry. Zobacz, że sam/a dla siebie możesz być najlepszym opiekunem i przyjacielem. Słuchaj ciała, słuchaj siebie i w tej ciszy,w tym kontakcie, idź małymi krokami ku temu, co Cię woła. Woła Cię naprawdę. Nie musi się przebijać przez gąszcz informacji. Rzeczy prawdziwe i piękne są proste i na wyciągnięcie ręki. Wszystkie inne,o które musisz walczyć, znów generują debet energii.

Gdy się oczyścisz, będziesz bardziej wyczulona/y i uważna/y na to, czego właściwie potrzebujesz. Starannie dobieraj to, czym się wykarmiasz. Jacy to ludzie, jakie miejsca, jakie informacje. Szum informacyjny upomni się o Ciebie bardzo szybko. Raczej nie wygrasz z tym, więc naucz się to dozować. Mów NIE, jeśli coś Ci nie leży, czujesz, że to nie jest Twoje. Naucz się to trawić, w sobie tylko znanym tempie, z totalnym poczuciem wywalenia na to, że komukolwiek to nie pasuje. Ma pasować Tobie.

Przyjmuj, gdy ktoś Ci daje. Oczywiście z głową, ale przyjmuj. To życie Ci daje, przez danego człowieka, miejsce, środowisko naturalne. Dziękuj. Im częściej, tym lepiej. Będziesz mieć poczucie sytości, ale tej właściwej, która zapobiegnie wypstrykaniu się z energii i doprowadzenia znów do debetu energetycznego.

Matka Ziemia jest w stanie krytycznym. Masowe koncerny, jak główki w Matriksie nie zważają na to, że drążymy skałę, która zaraz pęknie, nie wytrzyma tego wyniszczenia. Jedzą i jedzą, a właściwie żrą dalej. I wmawiają nam ciągle, że tak trzeba, taki sens. Mieć. Nie być. Od bycia nikt nie zarobił. Niepojęte. Przerażające. Czy odwracalne? Nie wiem(…)

Co zawsze warto, to zacząć od swojego kawałka trawnika. Zostawić sąsiadów, rząd i resztę. Uczyć siebie, swoich bliskich, jak nie być hieną. Jak korzystać z dobroci Mamy Ziemi z szacunkiem. Jak przenosić ten szacunek na siebie. Bez jedzenia można przeżyć trzy tygodnie. Po przeżarciu z reguły zaczynasz cierpieć od razu. Prosty wniosek.

Wyjdź na spacer, popatrz w niebo, weź do ręki kamień, połóż się na trawie, powąchaj jakiś kwiat. Skumaj to wreszcie. Jesteśmy jednym. Machnięcie skrzydeł motyla po jednej stronie globu uruchamia lawinę po drugiej.. Wiesz to, prawda? Pytanie-co z tym zrobisz?

Napisz odpowiedź lub komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.