Uwolnij swoje (CH)CIAŁO !

(…) Julia popatrzyła z zaskoczeniem na swoje paznokcie w lewej dłoni. ” Znów zaciskałaś dłonie w pięści?  – zwróciła się do Moniki z pytającym spojrzeniem, przepełniona złością, której towarzyszył duży smutek i troska. „Nie wiem” – odrzekła Monika. „Miałam tyle na głowie, musiałam  pamiętać o zakupach o obiedzie o układzie na zajęcia… No i jeszcze musiałam zachować przy tym wszystkim zimny umysł i pogodną twarz, przecież wiesz !” Wiem, wiem, kochana”, pomyślała Julia, której serce całkiem już zmiękło a złość uleciała, dając miejsce ogromnej empatii i chęci wsparcia umęczonej Moniki. „Odpocznij sobie może ? Zrób coś miłego dla siebie – może kąpiel, ciacho, film? ” wyliczała Julia, kusząco. „Nooo, bardzo chętnie „- odrzekła Monika -„Tylko kto za mnie zarobi na życie, poza tym, co inni pomyślą, jak się dowiedzą, że się tak opierniczam ?” ” A jakie to ma znaczenie ?” – zdziwiła się Julia. ” No właśnie – JAKIE?” – Monika zamyśliła się (…)

Ten post, to post nietypowy w swej typowości. Początek inny niż zazwyczaj. Przytoczona wyżej historyjka, to nie tylko początek mojej książki ( trzymajcie kciuki ! ), ale także typowy dialog odbywający się codziennie w moim wnętrzu… Monika Julia, to ja. Nie, nie mam rozdwojenia jaźni, czy schizofrenii. Chociaż, może właśnie mam ? Ponoć schizofrenicy, to jedyni, którzy dostrzegają PRAWDZIWĄ rzeczywistość. Taką, jaka ona jest. Nie taką, jaką podaje nam Matrix. Ten dialog, to dialog mojej głowy z moim sercem. Wieczna batalia, pomiędzy tym, co czuję, a tym, co myślę. Pomiędzy moimi słabościami a mocnymi stronami. Pomiędzy moją kobiecą i męską naturą (…)  Ale dziś jest wyjątkowy dzień. Dotarło do mnie, bowiem, że…przecież ja wcale tej batalii nie muszę toczyć. Kto, do jasnej cholery powiedział, że w życiu trzeba się kierować sercem, albo, że lepiej jednak rozumem ? Że trzeba być silnym, albo, że lepiej ulegać ? Że kobiety są lepsze, bo , a faceci super, bo…? Przecież to całość, integralna, nierozerwalna. To JEDNO. A może się mylę ?

Obserwuję ostatnio w sieci i w mediach ( w tych drugich trochę mniej, z racji świadomego, ograniczonego dostępu ) , że wielu ludzi się OTWIERA. Odkrywa. Mówi o sobie, jak jest. Rąbek tajemnicy z najgłębszych czeluści przeżyć osobistych zostaje uchylony. Zastanawiam się, jak mi z tym. Czuję w związku z tym lekki niepokój. Tak się obnażać publicznie ? Sprzedawać, dosłownie ? Gdzie jest ta granica, czym można się dzielić, a co pozostawić tylko dla siebie i najbliższych ? Już nawet nie nazwałabym tego prywatnością. To już raczej intymność. Coś najbardziej subtelnego, o czym wiem albo tylko ja, albo  jeszcze ewentualnie ktoś mi bardzo bliski. Chyba każdy z nas sam ustala sobie tą granicę. Widzę i czuję, że odkrywanie swoich bolączek, mocnych przeżyć, rusza innych. Nic dziwnego, pobudza nasze emocje. Dzięki temu łatwiej utożsamiamy się z bohaterem historii. Suche fakty trafiają bezpośrednio do naszej głowy, gdzie są automatycznie dzielone na przydatne informacje – zachować, trash ( śmietnik ) – zniszczyć i zapomnieć. Nie oceniam tego. To ludzkie. I ( chyba ) prawdziwe. Dla mnie, osobiście – mocno inspirujące. Kiedy otwiera się przede mną drugi człowiek – czuję się poruszona. Bo właściwie – gdzie jest ta GRANICA ? Gdzie jest ta część mnie, o której nie chcę mówić NIKOMU. I co mi to daje ??

Hej człowieku XXI wieku – mądry, oświecony, znający odpowiedzi na wszystkie pytania, będący mistrzem w każdej dziedzinie, mający dostęp do wszystkiego – usług, informacji, metod – czy znasz odpowiedź na proste, choć jakże trudne pytanie: CZY WIESZ, CZEGO CHCESZ ? A jeśli tak, to skąd wiesz, że to Ty tego chcesz, a nie zostałeś na to zaprogramowany, bo taki software wgrał Ci system, w którym się urodziłeś ? Albo nie wgrywają Ci tego podprogowo każdego dnia media, hasła na bilboardach, głosy z urządzeń technologicznych, słowa Twoich najbliższych, współpracowników, ludzi z kolejki w osiedlowym sklepie ??

Skąd wiesz, czy to, co jesz, jest dla Ciebie dobre ? Czy stąd, że wyczytałeś o tym, jakie to statystycznie szkodliwe ?

Skąd wiesz, czy to, że jesteś w związku ( relacji ) z daną osobą, to faktycznie obustronne uczucie, więź, czy może wzorzec rodzinny, przekazywany z dziada, pradziada, od pokoleń ?

Skąd wiesz, czy to, co ćwiczysz, to odpowiedni rodzaj ruchu dla Ciebie ? Czujesz się dobrze w tej formie aktywności, czy czujesz się dobrze tagując się na fejsie ??

Idę głębiej – skąd wiesz, że w to co wierzysz, to Twoje, czy może społecznie akceptowalne ?

Masz za dużo. Za dużo opcji, za duży wybór, za dużo informacji, za dużo danych, a jednocześnie ich brak – natłok bodźców z zewnątrz ogranicza Ci dostęp do Twojego wnętrza – środka, rdzenia, źródła. Początku tego całego zamieszania. To cały czas tam jest i daje Ci o sobie znać. W różnych momentach, najczęściej, kiedy robisz coś machinalnie, nie kontrolujesz, pozwalasz sobie na chwilę luzu i odmóżdżenia.

GDY ROZUM ŚPI, BUDZĄ SIĘ DEMONY.

Demony, to nic innego, jak nasze pragnienia, ukryte chęci, marzenia, pasje, płynące z najgłębszych warstw naszego istnienia. Te najintymniejsze miejsca, do których nie dopuszczasz nikogo, a jeśli już, to w bardzo wyjątkowych momentach. Stają się demonami, bo spychasz je na co dzień w strefę cienia. Każesz im milczeć, siedzieć cicho. Żeby nie przeszkadzały Ci w codziennym życiu. I nagle, gdy, odpukać, przychodzi Twój kres, lub jakiś inny życiowy przełom – okazuje się, że to właśnie życie w zgodzie z nimi, jest tym prawdziwym. Kiedy znika zewnętrzny szum, kiedy maski codzienności opadną, kiedy stajesz nago, bez ochrony – wtedy pojawia się PRAWDA. To, czego chcesz. Twoje ciało to wie. Gdy nie dopuszczasz go do głosu – choruje. Na początku tylko lekko sygnalizuje. A to ból głowy, spadek nastroju, przeziębienie. Im bardziej się „obudowujesz”, tym sygnały stają się bardziej intensywne. Zdarza Ci się zalegnąć w łóżku na tydzień, rozwalić kolano, przeżyć załamanie nerwowe. Tu już jest miejsce na zatrzymanie się. Musisz się zatrzymać – Twoje ciało dalej nie pociągnie. A jeśli tak – chcesz czekać na to, co jeszcze ma Cię spotkać, abyś wreszcie zwrócił/a na siebie uwagę ? Nowotwór, choroba autoimmunologiczna, depresja ? To się wydarzy na 100% jeśli wcześniej nie zareagujesz. Nie wsłuchasz się w siebie, w swoje potrzeby, w to, co dla Ciebie w danym momencie najważniejsze. Tego NIKT absolutnie nikt Ci nie powie. To możesz znaleźć tylko Ty. W kontakcie ze sobą. Intymnie. W ciszy. Samotnie.

To delikatny temat, który tu poruszam. Poruszam go, bo sama jestem na etapie miłości do siebie, dbania o siebie, samoakceptacji. Moje ciało się buntuje. Nie jestem w szczycie formy. Ani fizycznej, ani psychicznej. Zatrzymałam się. Słucham, poznaję, kawałek, po kawałeczku – odkrywam. Jak z nowo narodzonym dzieckiem. Słucham jego potrzeb. Podążam za nimi. Kiedy chce mi się spać –  śpię. Kiedy jestem głodna – jem. Jem to, na co czuję ochotę. Jeśli chce mi się za bardzo czegoś, zastanawiam się, czy czasem sobie tym czegoś nie rekompensuję ? Często włącza mi się mechanizm – przez jakiś czas czegoś sobie odmawiam, a później się na to rzucam i „wyrównuję”. Błędne koło – wiem. Albo zapier***lam fizycznie – w pracy i poza, a później leżę i umieram, dochodząc do siebie. Mam mechanizm – wszystko, albo nic. Czarne albo białe. Szare mi się nie podoba – jest jak papier toaletowy. Ale… Stopniowo odkrywam, że szary też może mieć wiele odcieni. Wszystko, albo nic, to huśtawka, z której, im wyżej ją rozhuśtasz, wcześniej czy później  – wylatujesz. Dlaczego nad tym się zastanawiam ostatnio więcej ? Ponoć taki to syndrom ludzi po trzydziestce. Naprawianie błędów z przeszłości. Być może. Może też większa dojrzałość, większa świadomość siebie. Ale nie zmienia to faktu, że każdego dnia świeci się mojej głowie lampka z napisem: TO TWOJE ŻYCIE I OD CIEBIE W DUŻEJ MIERZE ZALEŻY, JAKIE BĘDZIE. Każdego czas ograniczony – dlaczego więc się jeszcze bardziej ograniczać ?

Miałam dziś sen. Śniło mi się, że nakręcono o mnie filmik w internecie – prześmiewczy, szykanujący mnie, pełen wyzwisk i hejtu. Po filmie było spotkanie. Na spotkaniu każdy miał powiedzieć, co ma do mnie. Jedna z kobiet zaczęła mówić, że nie może znieść tego, jak widzi, w jaki sposób się poruszam i jak siedzę. Ku własnemu zadziwieniu, ja w tym śnie, ze stoickim spokojem zbliżyłam się do niej i powiedziałam głośno i wyraźnie: JAK CI SIĘ NIE PODOBA, TO CO ROBIĘ, TO Z CAŁYM SZACUNKIEM, ALE SIĘ K**WA NIE PATRZ ( ! ). A później dodałam, że nie jestem na tym świecie po to , żeby spełniać oczekiwania innych. I że może ona nie może znieść tego, co robię, bo skręca ją wewnątrz, że sama by tak chciała, ale się blokuje ??

Ufff… możecie sobie wyobrazić, jaką moc poczułam ? Ja pier***ę – to było NIESAMOWITE !

To tak gwoli inspiracji – na koniec. Bądźmy uważni w sobie. Otwarci – na innych, ale i na siebie. Niech ciało nas w tym wspiera i prowadzi. Niech dobrze nam się wszystkim żyje. Czy to się komuś podoba, czy nie

🙂

Napisz odpowiedź lub komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.