Słuchaj ciała – ono zna odpowiedź.

W przeciwieństwie do odwiecznego dylematu: „Co było pierwsze-jajko, czy kura?” który choć do rozwiązania, wątpliwości generować może, dylemat: „Co było pierwsze-ciało, czy umysł” istnieć jakby nie powinien. Ciało jest PIERWSZE, zawsze. Niezaprzeczalnym jest nasze od zwierząt pochodzenie i pamięć komórkowa wszystkich istot żyjących przed i równolegle z człowiekiem, którą to pamięć mamy „w sobie”.

Co za tym idzie, w przypadku bodźca z zewnątrz, oddziałującego na którykolwiek z naszych zmysłów, pierwsze reaguje ciało, a dokładnie mięśnie głębokie, które napinają się lub rozluźniają w zależności od tego, co się dzieje. Informacja do umysłu o tym, co się wydarzyło wędruje wtórnie i wówczas umysł „wydaje dyspozycję” do konkretnych narządów, gruczołów, o tym, co mają zacząć produkować i co dalej cały organizm ma czynić( walczyć, czy uciekać, oporować, czy ustąpić, odpuścić).

Pierwszy reaguje także brzuch, jego powłoki w zależności od tego, czy czujemy zagrożenie, czy przyjemność, napinają się lub rozluźniają. Brzuch powinien być naszym doradcą gdy nie umiemy podjąć decyzji. Jeśli reakcją na daną kwestię jest napięcie brzucha, spłycony oddech, tzw. kłucie w dołku bądź zaciśnięcie klatki piersiowej, jest to ewidentna oznaka, że dana rzecz, sytuacja, propozycja nie jest dobra dla nas. Warto się tego nauczyć, co nie jest proste ani oczywiste, zważywszy na fakt iż ogrom ludzi obecnie żyje z permanentnie napiętym, naprężonym, zblokowanym do bólu brzuchem. Spotykam się z tym notorycznie w swojej pracy, zarówno w grupach jak i indywidualnie. Czemu z takim upodobaniem i tak szybko zakładamy na siebie taką bioenergetyczną zbroję?

Powodów może być wiele. Ochrona przed cierpieniem, obawa przed okazaniem emocji połączona z lękiem przed odrzuceniem. Notoryczne blokowanie emocji, zatrzymywanie ich, wypieranie. Takie blokady energetyczne w ciele mogą tkwić w nim od wielu lat, będąc nieuświadomione. Bardzo na czasie jest także aktualne przeładowanie naszych organizmów nadmiarem bodźców, informacji, obowiązków, możliwości, zdarzeń. Błyskawiczny dostęp do morza wyżej wymienionych sprawia, że ciało się buntuje. Umysł może i jeszcze jakoś próbuje unieść, udźwignąć ten bodźcowy obłęd, choć też wariuje i prędzej czy później odczujemy to przeładowanie. Ciało zdecydowanie prędzej nam powie, pokaże, że przeginamy i że czas się zatrzymać i sprawą zająć lub chociaż się jej przyjrzeć. Jak to zrobi? Zacznie nam doskwierać. Początkowo sygnały będą subtelne, ledwo zauważalne. Jakieś małe napięcie w karku, jakieś w brzuchu pobolewanie. Może problemy ze spaniem, może ból/zesztywnienie pleców. Kiedy będziemy te subtelne informacje bagatelizować, ciało „odpali” silniejszy arsenał, zaczną się stany zapalne. Upierdliwe, ale skutecznie uprzykrzające codzienne funkcjonowanie infekcje. Dalej idąc mamy w kolejce nowotwory, wylewy, zawały, depresje(…)

Zwykle, psychosomatycznie zaczniemy odczuwać dolegliwości ze strony takiego układu w naszym ciele, z którym połączona jest nurtująca kwestia. Dla przykładu: układ moczowy, rozrodczy – stany lękowe, blokowanie radości, przyjemności życia, czyli tłumacząc dosłownie, stawianie powinności „ponad”, wieczne spychanie siebie i swoich potrzeb na dalszy plan, no bo przecież rodzina, praca, pieniądze ważniejsze. Dolegliwości układu pokarmowego będą trapić głównie te osoby, które „uciekają” od materialnych, ziemskich przejawów życia, fruwają w obłokach, „siedzą w głowie” są dosłownie odcięci od ciała. Nie trawią, bo nie jedzą uważnie. Jedzenie w ich ciałach fermentuje, nie wchłania się, bo jest traktowanie pobocznie, nierzadko „napakowane” szumem informacyjnym spowodowanym spożywaniem go oglądając jednocześnie telewizję, czy siedząc na telefonie.

Nie chodzi o to, aby umniejszyć roli umysłu i zacząć żyć pierwotnie, czy prymitywnie. Nasz rozwinięty umysł wspaniały jest i nie korzystać z jego niesamowitych możliwości byłoby po prostu grzechem. Nie chodzi też o to, żeby kultywować ciało i przywiązywać się do niego zbytnio, obchodzić się z nim jak z jajkiem. Przesada w niczym wskazana nie jest i nadmierna dbałość o ciało, prędzej czy później ma spore szanse przerodzić się w różnego rodzaju obsesje. Restrykcyjne diety, rygorystyczne treningi, masochistyczne zapędy do przemęczania ciała, „zajeżdżania go”, czy obudowywania górą silnych, wielkich mięśni są niczym innym, jak kolejną zbroją, osłoną, odcięciem od czucia tego, co faktycznie się w ciele dzieje i co wyrazić próbuje. A w środku jakiś maleńki, albo całkiem duży głos woła o pomoc, o litość, o uwolnienie. Co zrobić? CO dalej, kiedy już uda się nam zauważyć ten głos, poczuć ten symptom, odebrać tą informację?

Po pierwsze – nic na siłę! Im bardziej atakujesz, tym bardziej ciało oporuje. Kluczem jest miękkość. Jest zatrzymanie. Jest rozluźnienie i puszczenie. Dosłowne zmiękczenie, rozbrojenie. Sposobów jest wiele. Metod pracy z ciałem i zapętlonymi w nim emocjami, myślokształtami, doświadczeniami, traumami, zatrzymanymi stanami mamy aktualnie pod dostatkiem.

Którą wybrać ? Nie powiem konkretnie. Warto szukać intuicyjnie. Kierując się brzuchem 😉 A tak serio i na poważnie, najlepiej zacząć malutkimi kroczkami dawać sobie czas i przestrzeń. Uczyć się być bardziej świadomie. Zauważać ciało podczas codziennych aktywności, zauważać i kontemplować oddech. Coraz częściej być zamiast robić. Zobaczyć co się zadzieje.

Oczywiście, jeśli znaki ze strony ciała są mocno dyskomfortowe, bolesne, świadome bycie i oddychanie może okazać się niewystarczające i warto wówczas zasięgnąć pomocy u osoby w tym kierunku wykształconej, metody uwalniania ciała stosującej w praktyce. Bo to trudne a czasem bardzo trudne, po wielu wielu latach skutecznego zamrażania, blokowania ciała i różnych rzeczy w ciele, nagle zacząć je wypuszczać, rozpuszczać- to po pierwsze, po drugie wiedzieć jak zapobiegać powstawaniu kolejnych zamrożeń. To praktyka. Często żmudna i długotrwała, nie dająca szybkich i od razu namacalnych efektów. Ale mimo tych przeszkód, namawiam Was do tego aby spróbować. Zarówno jako osoba pomagająca w swojej pracy w uwalnianiu takich blokad jak również od lat testująca i praktykująca z powodzeniem różne tego typu metody osobiście.

Życie świadomym, nastawionym na odbiór ciałem jest pełniejsze. Jest bardziej intensywne. Jest prostsze. To głowa wiecznie chce więcej, wymyśla, fantazjuje, projektuje. Ciało jest obecne, w tu i teraz, zawsze przytomne, nie odleciane, nie oderwane. Żywe ciało może więcej. Żywe ciało szybciej zareaguje, co pomoże Ci – raz uniknąć niepotrzebnych sytuacji, problemów, dwa wysyci Cię daną chwilą maksymalnie, bez potrzeby najedzenia się, nakupienia tony niepotrzebnych rzeczy, pojechania nie wiadomo gdzie. Nie powiem, że żyjąc żywym ciałem żyje się łatwiej. Bo czujemy zarówno rzeczy piękne jak i trudne, bolesne. Żywe ciało również boli, również cierpi. Ale szybciej sobie z tym radzi, szybciej się regeneruje. Nie mówię więc, że będzie łatwo, ale mówię, że będzie warto.

Monika Julia BZ

Napisz odpowiedź lub komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.