Niech każdy dzień będzie jak Twój mały Mount Everest.

Tytuł wpisu to cytat mojej dobrej znajomej z lat studenckich. Choć nie na najbardziej zaawansowanym poziomie, udało nam się utrzymać naszą relację i czasami do siebie dzwonimy. Jak byłam w ciąży, zdzwoniłyśmy się i dzieliłam się z nią swoimi różnymi odczuciami i przemyśleniami odnośnie przełomowej zmiany. Mówiłam o swoich obawach w kwestii ograniczenia mnie i moich pasji przez nowo narodzonego młodego człowieka. O lęku przed odpowiedzialnością i o nieodwracalności tego wydarzenia. Powiedziała mi wtedy: ” To jasne, że wszystko się zmienia, kiedy pojawia się dziecko. Że twoja głowa nadal ma wielkie marzenia, np. zdobyć Mount Everest. Ale, kiedy otwierasz serce i widzisz tą małą istotę, która jest chodzącą miłością, która jest nierozłączną częścią Twojego życia, to wtedy zdajesz sobie sprawę, że to właśnie jest Twój Mount Everest (…) ”

Mocno poruszyły mnie wtedy te słowa. Są ze mną do dzisiaj. I dzielę się nimi, jako świeżo upieczona mama, ale nie kieruję swoich rozkmin tylko do rodziców. OK, narodziny dziecka, to jedna z wyjątkowych okoliczności, które pozwalają wywrócić życie i dotychczasową perspektywę. Inne, tego typu eventy, to chyba np. śmierć bliskiej osoby, choroba, wyjazd z kraju, nie wiem, co jeszcze. Pewnie dla każdego coś innego. Niestety, ale raczej to, co najbardziej poszerza naszą świadomość, zwykle boli. Rozwój jest bolesny, zmiany są bolesne, ale nic nie jest tak bolesne, jak tkwienie w miejscu, w którym jest Ci niewygodnie. Takie rzeczy po prostu ZMUSZAJĄ Cię do działania. Po drugiej stronie możliwości jest się poddać. Odklepać. Wycofać się. Ostatecznie – deprecha. Z tego, co wiem, coraz częściej obecna. Kiedy nie radzisz sobie z nawałem zmian. Kiedy to dla Twojego ciała i umysłu ( zwłaszcza, dla tego drugiego, ciało zwykle instynktownie się odnajduje ) jest za dużo, kiedy to po prostu szok. Jeśli nie zaczniesz z tematem działać od razu, może być tylko gorzej. Nie zaczniesz o tym rozmawiać z bliskimi, szukać pomocy. Nie każdemu się udaje podnieść. Wiem. Ale swoje słowa kieruję raczej do tych szukających, z pełnym szacunkiem dla tych, którzy, chwilowo się wyoutowali.

Początki macierzyństwa były dla mnie szokiem. Totalną wywrotką życiową. Jestem osobą o dosyć dużej potrzebie wolności i niezależności. Przynajmniej tak mi się zawsze wydawało. Jednocześnie osobą aktywną, żeby nie rzecz, nadaktywną. Z wieczną potrzebą działania, przemieszczania się, byle dalej, byle do przodu. A że Wszechświat dba o nas wybitnie, to zwykle dostajemy od niego to, co nam najbardziej do pełni życia potrzebne, choć przeważnie wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy. I zamiast dziękować – łapiemy pianę. Chcemy mieć kontrolę i ciągle trzymać wiatr w żaglach. No bo jak inaczej – zbastować ? Odpuścić ? Temat odpuszczania gościł na moim blogu już wiele razy. Jak widać, to coś, co mej duszy do rozwoju najbardziej potrzebne 😉 Wierzę, że nie tylko dla mnie to ważna kwestia.

W momencie, kiedy, po 3 tygodniach frustracji i ogromnego stresu pojawieniem się w moim życiu, mieszkaniu, maleńkiego człowieczka, który jest ode mnie w 100% zależny, pojawiła się akceptacja i przestrojenie świadomości. Zaczęła wracać siła. I wiara w nowe rozwiązania. Czemu to takie trudne ? Bo nagle, wszystko, co robiłam do tej pory, musiało uwzględnić obecność synka. Zwykłe wyjście do sklepu po bułki okazało się nowym doświadczeniem, bo albo wózek, albo chusta, a jak tam mu będzie, a jak zareaguje na to na tamto, a co jak się rozpłacze na cały głos, a będzie wokół tłum ludzi, albo zimno, jak go wtedy przytulić, jak ukoić, co robić ?! Kilka kwestii :

  • po pierwsze – umysł – stop ! zamiast przewidywać miliony scenariuszy i rozwiązań – po prostu zrób to i sprawdź. Rozwiązań będziesz szukać, jak będą potrzebne.
  • po drugie – słuchaj intuicji. Jeśli przeczuwasz, że coś może być trudne, najpewniej takie będzie. Jak czujesz, że to na pierwszy raz za dużo, brzuch Ci się spina a oddech spłyca – odpuść. Spróbujesz następnym razem. W końcu na Everest się spacerkiem, bez zmęczenia, nie wchodzi 😉 Rozwój jest wtedy, kiedy pomimo obaw, czujesz jednocześnie ekscytację. Kiedy czujesz kulę w brzuchu, a działasz mimo to, wtedy to już jest gwałt.
  • kolejna – jeśli Ci się uda kupić te bułki w ciszy, bez stresu – świętuj ! To jest Twój szczyt ! Zdobyłaś/eś właśnie nową umiejętność 🙂 Docenianie małych rzeczy, sprawdza się u mnie wybitnie teraz. Kiedy zaczynam właściwie, od zera. Kiedy nagle coś, co kiedyś było nudnym obowiązkiem, staje się obecnie wyzwaniem, co za tym idzie, powodem do sukcesu
  • oddychaj – jeśli życie skonfrontowało Cię z daną sytuacją, to znaczy, że jesteś gotowa/y sobie z nią poradzić.Uwierz w to i szukaj rozwiązań, nie problemów.

Absolutnie nie namawiam tutaj do robienia dzieci, choć jest to niewątpliwie piękna rzecz, jak wyżej napisałam, są inne sytuacje, które uczą nas życia na nowo. Sęk w tym, aby spróbować tak żyć, nie czekając na to, aż życie nas zmusi. Sami możemy bodźcować na rożne sposoby swój umysł. Sami możemy doceniać siebie, za to, co robimy każdego dnia. Sami możemy budować życie bez rutyny i przyzwyczajeń, wychodzić poza swoje comfort zone’y. Pewnie, że bez zewnętrznej motywacji jest trudniej. Bo w sumie – po co ? Z mojej perspektywy ? Po to, żeby docenić. Żeby przestać czekać i zacząć żyć. Żeby zobaczyć, że życie wydarza się teraz, kiedy patrzysz na swojego smartfona 😉

Jak to mówi moja przyjaciółka, Gosia – to jest taki gen, który nazywa się ” chcieć więcej, niż móc”. A co, gdyby odwrócić temat i chcieć mniej i nagle móc więcej?

Has one comment to “Niech każdy dzień będzie jak Twój mały Mount Everest.”

You can zostawić odpowiedź. lub Trackback do tego posta.

Napisz odpowiedź lub komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.