Kiedy RUCH przestaje być ZDROWIEM…

Świadomość ludzi o potrzebie ruchu zdecydowanie wzrasta. Związane jest to z dominującym sedenteryjnym ( siedzącym ) trybem życia większości z nas. Rozwój technologiczny i cywilizacyjny przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania, ale zdecydowanym minusem jest fakt, iż coraz więcej czynności wykonują za nas maszyny, dostępność informacji wirtualnych zwalnia nas z konieczności wyjścia z domu, sprawdzenia czegoś w realu.

Z radością jednak obserwuję, iż ludzkie organizmy nie dają za wygraną i naturalna potrzeba ruchu pobudza do działania coraz więcej jednostek. Czujemy na sobie, jak aktywność fizyczna zmniejsza zmęczenie umysłowe, odświeża, dodaje nam energii. Podnosi się nasza wydajność oraz sprawność. Bez problemu pokonujemy wyzwania dnia codziennego, znajdując jeszcze czas na przyjemności. Rzadziej chorujemy i jesteśmy bardziej odporni na czynniki zewnętrzne. Tutaj się na chwilę zatrzymam.

Niezaprzeczalnym faktem jest to, że ruch przynosi nam zdrowie. Skąd więc w ogóle temat dzisiejszego posta ? Pomyślicie pewnie – nie dogodzisz – nie ruszam się – źle, zaczynam się ruszać – też niedobrze… Nie popadajmy w skrajność, natomiast, moim zdaniem, warto ruszać się z głową, aby faktycznie czerpać z tego jak najwięcej korzyści, minimalizując straty.

O jakich stratach mowa ?

ZA DUŻO – na raz. Czym różni się sport wyczynowy od rekreacji ruchowej ? Powiecie pewnie – prestiżem, zawodostwem, wyższym poziomem – jak najbardziej tak, natomiast ja dodam jeszcze coś – ILOŚCIĄ kontuzji… Dlaczego wśród osób trenujących wyczynowo kontuzje są częstsze i na większą skalę? Ano dlatego, że stawką jest wszystko, albo nic, potrzeby organizmu nierzadko spycha się na dalszy plan, najważniejsza jest wygrana. Każda „dżungla” rządzi się swoimi prawami. Zostawmy więc sportowców, przyjrzyjmy się tzw. przeciętnym Kowalskim, ubierającym wieczorem dres i „tuptającym” nokoło swojego osiedla. Brzmi znajomo ?

Dla mnie to bardzo krzepiący widok,powiększająca się ilość biegaczy, rolkowców, rowerzystów etc. Trochę mniej krzepi mnie czasem „techinka” biegu,którą niektórzy prezentują, albo „artystyczne” ustawienie siodełka w rowerze, kształtujące plecy kierującego w bliżej nieokreśloną figurę, niestety, nie mającą wiele wspólnego z naturalną krzywizną kręgosłupa. Co rusz słyszę, że ktoś zaczął biegać i musiał po kilku razach przestać, bo „odezwało ” mu się kolano, albo plecy. No właśnie – skąd ten upór, żeby od razu rzucać się na głęboką wodę?Dużo bezpieczniej jest zacząć od marszu, dbając o prawidłowe ustawianie nóg i pracę ramion. Dopiero następnym levelem powinny być marszobiegi i sam bieg….

Podobna refleksja tyczy się rówież uczestników zajęć grupowych w klubach fit&co. ALbo grubo, albo wcale – osoba przychodzi pierwszy raz na zajęcia, albo po dłuższej przerwie i stwierdza – NO, to teraz nadrobię zaległości… i idzie na 3h zajęć pod rząd ( ! ). Inna opcja – zaczyna chodzić codziennie, po dwa razy dziennie. po czym po 3 tygodniach następuje kryzys, który jest naturalnym następstwem i nosi miano przetrenowania. Zanim orgaznim dojdzie do siebie, trzeba będzie cały proces „brania się za siebie” zaczynac od początku… Czyż to nie demotywujące ? Bardzo często jesteśmy nieświadomi pewnych drobnych skrzywień w ciele, związanych z pracą, czynnościami dnia codziennego, urazami z dzieciństwa. „Wychodzą” one na jaw dopiero , kiedy zaczynamy się ruszać, ponieważ rozbijamy zesztywaniły gorset mięśniowo – powięziowy. Dlatego tak ważne jest, aby konsultować się ze specjalistami i nie zaczynać wyczynów na własną rękę.
Zaczynajmy stopniowo – od godziny dziennie, co drugi dzień. Przyzwyczajajmy swój orgaznim do nowych warunków pracy. Sprawdzajmy, jaki rodzaj aktywności nam służy, a jaki nie.Unikniemy kontuzji i zaczniemy stwarzać odpowiednie warunki do regularnego trenowania.

BRAK REGENERACJI – ten problem dotyka już bardziej zaawansowanych aktywnych. Tak bardzo skupiamy się bowiem na tym, żeby się ruszać, czujemy już tą zmianę w organizmie, już go nauczyliśmy i przyzwyczailiśmy do regularnego „pocenia się”, że zapominamy o tym, iż odpoczynek jest równie ważny jak sam wysiłek ! BA, mało z tego, im więcej wysiłku sobie fundujemy, tym efektywniejsza powinna być nasza regeneracja ! Mięśnie, którym nie dajemy wytchnienia zaczynają się buntować – przykurczają się, ograniczają swą ruchomość ,co przenosi się również na układ chrzęstno – stawowy. Poza ryzykiem urazu układu ruchu, pojawia się również ryzyko zmniejszonej odporności, czyli zwiększonej podatności na infekcje i schorzenia. U kobiet dochodzą do tego jeszcze uwarunkowania płci – nadmierna aktywność fizyczna zagraża prawidłowemu funkcjonowaniu gospodarki hormonalnej, ta znowu odpowiedzialna jest za zachowanie kobiety młodej i kwitnącej na lata (…)

CO rozumiem przez odpowiednią regenerację ? Przede wszystkim SEN. Odpowiednia ilość snu ( dla każdego właściwie osobniczo inna ) , stanowi warunek prawidłowego funkcjonowania. Zamierzam napisać o tym osobny artykuł, napomknę tylko, że sen wpływa na funkcjonowanie absolutnie wszystkich układów ludkziego organizmu. Powiedzenie szkoda czasu na sen jest totalną bzdurą – każda „skradziona” minuta snu znika na zawsze i zostaje o nią skrócone nasze życie…

Oprócz snu należy dbać o odpowiednie odżywienie i nawodnienie organizmu oraz o w miarę systematyczne jedzenie posiłków. Zbilansowana wartość energetyczna i odżywcza, stawiamy na jakość nie na ilość.

Dla bardzo aktywnych, nie wyobrażających sobie odpoczywać biernie, polecam miksować rodzaje aktywności. Po treningu siłowym następnego dnia zrób trening cardio. Idź na jogę, stretching, potańczyć. Weź dziecko, żonę, przyjaciela i jedźcie ( albo idźcie spacerkiem) na basen.

Dbajcie o siebie zaczynając przygodę z ruchem. Słuchajcie swoich organizmów. Nie popadajcie ze skrajności w skrajność. Pamiętajcie o aspekcie przyjemności ! Niech Wasz trening będzie pozytywny i niech Wam służy ! Bo ruch jest życiem, życie jest ruchem !

trening pozytywny na bloga

Napisz odpowiedź lub komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.