Jaskinia, której najbardziej się boisz, kryje skarb, którego najbardziej pragniesz…

Oglądałam wczoraj z mamą kabaret. O dzieciach XXI wieku, którym wyłączyli prąd. Biedne dzieciaki, odcięte od swoich „źródeł” ( czyt. komputerów, konsoli etc. ) nie wiedziały, co ze sobą począć. Początkowo nie umiały się zająć sobą, ani odnaleźć w grupie.Ale stopniowo, z braku innych opcji, zaczęli wymyślać jakieś „zabawy”. Nawet pojawił się cień integracji. I wtedy prąd wrócił. I oni też wrócili – każdy do swojego domu, przed ekran swojego wirtualnego świata. Mówię do mamy: „Smutne”. A ona mi na to ze spokojem: ” Ale przecież prawdziwe – Ty zwykle, jak do nas przyjeżdżasz w odwiedziny, to pierwsze, co robisz, włączasz telefon…” Myślę sobie, zaskoczona – naprawdę ?? Ale słabo…

Od przeszło 10 lat żyję bez telewizora. I szczycę się tym. Radia też nie mam, czasem włączę w samochodzie, choć też preferuję jeździć w ciszy. Taka jestem anty medialna. Dupa rzepa. Mam konto na Facebook’u – prywatne i firmowe. I uwielbiam tam bywać. W tej wirtualnej przestrzeni. Kiedy dostaję „lajki” i mogę coś share’nąć. Czy jestem uzależniona ? Nie. Ale z pewnością ( daa ) nie jestem anty medialna. Ups! A tak zawsze ubolewam nad tym telewizorem, który wiecznie brzęczy u rodziców, gdy ich odwiedzam. A tu bach! Oni w telewizor, ja w telefon i.. spotkaliśmy się. Po miesiącu nie widzenia, tak wiele mamy sobie do powiedzenia ! Echh… Nie no, rozmawiamy, oczywiście. Z nosami w ekranach. Gdzie jest uważność ? Atencja ? To jest relacja ? Przed czym uciekamy, co nas tak „trzyma” w tej sieci ?

Ja wiem CO. Cisza. Przestrzeń. Ryzyko. Przed czym ? Przed spotkaniem. Ze sobą samym, z drugą osobą. Przed byciem prawdziwym, bez rozbieganych oczu i zajętym „wielkimi, ważnymi sprawami”. To cholernie trudne i niewyobrażalnie męczące ROZMAWIAĆ Z KIMŚ W PEŁNYM SKUPIENIU, MÓWIĆ TYLKO, TO CO W NAS, W ŚRODKU, SŁUCHAĆ ŚRODKA TEGO KOGOŚ, NIE GUBIĄC WĄTKU, ODBIERAJĄC JEGO/JEJ EMOCJE. Być w KONTAKCIE. Na maksymalnie możliwą ilość procent. Próbowaliście ? Ja po takiej, jak wyżej rozmowie, spotkaniu, mam tak przegrzane zwoje, jak po elektrowstrząsach. I w zależności od tego, jaka była wymiana energetyczna ( czy tylko, albo w większości słuchałam i DAWAŁAM swoją obecność, czy dane mi było zrobić re – charge i podładować się BIORĄC atencję i zwrot od drugiej osoby ), czuję się naładowana, bądź wypluta. To jest trudne. A kiedy dochodzą silne emocje, bo osoba jest nam bliska, przeżyliśmy z nią masę rożnych sytuacji, radosnych i bolesnych – na obojętność NIE MA MOŻLIWOŚCI. Więc zawsze pozostaje być na 50% Łatwiej, lżej, kontrolujemy sytuację i jest miodzio…

Kontrolowanie sytuacji… Taaa… Pisałam już o tym nie raz i pewnie jeszcze nie raz napiszę. Kontrola, to ILUZJA. To życie w bańce mydlanej, z wiecznym „zapasem”, jak wejście do wody bez zanurzania głowy. Jak jedzenie bez poczucia smaku. Jak praca bez pasji. Jak seks bez orgazmu. Czyli, mówiąc w skrócie – nijak. Nudno. Przewidywalnie. Nie rzadko – z frustracją, kiedy jednak nie jest tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Nie jest i… nie będzie. Dlaczego ? Bo nie żyjemy każdy osobno na swojej mikro planecie ( polecam ekranizację Małego Księcia ), tylko wszyscy RAZEM na jednej Ziemi. W jednym Wszechświecie i w jednej galaktyce. Oddychamy TYM SAMYM powietrzem, pijemy tą samą wodę, jemy bogactwa tej samej gleby. Widzimy to samo słońce, ten sam księżyc. Każdy ze swojej perspektywy. Każdy na swój sposób. I o to tu chodzi – odnaleźć to połączenie, będąc odrębnym w całości. Dać coś z siebie, biorąc od „reszty”.

Chciałabym jeszcze dorzucić coś w temacie BRANIA właśnie. Na swoim przykładzie, ale też wokół mnie, doświadczam i widzę, że mamy z tym niejaki problem. Problem, który, w moim odczuciu, łączy się z tym, o czym piszę wyżej. W tym… zatrzymaniu, w tej ciszy. W niedziałaniu. Maria Kerth, wspaniała kobieta, u której byłam ostatnio na grze Satori ( polecam ), zapytała mnie – po tym, jak się żaliłam, że nie mogę pogodzić się z tym, że w obecnym stanie nie daję rady SAMA wszystkiego zrobić, że nie mam czasem siły DAWAĆ z siebie tyle, co zwykle, że pewne rzeczy nie służą mi tak jak dawniej, kiedy jeszcze w moim brzuchu nie było dojrzewającego chłopięcia, że kiedy nie DZIAŁAM, to tak, jakbym nie ŻYŁA – „Moni, kiedy ciągle działasz, to jak JESTEŚ ?” I zdębiałam. No jak to – jak ? W ruchu ! W żywiole ! Bullshit. Okazuje się, że kiedy ciągle działamy, to trochę tak, jakbyśmy byli OBOK siebie. Energia krąży, od punktu, do punktu, ciągłe przemieszczanie, zmiany. To wszystko jest zajebiste i dobre, i zawsze będę tak twierdzić, ALE kunszt polega na tym, że gdy ktoś zapali nam czerwone światło i powie STOP, nie zaczyna nas rozpier****ć od środka… Kiedy jedynym uczuciem, jakie się wtedy pojawia, nie jest chęć ucieczki. Idąc dalej, kiedy nie skręca nas i pozwalamy sobie na BYCIE, w niedziałaniu, widząc, jak wszyscy w około naparzają. Kiedy potrafimy powiedzieć sobie i innym prawdę, że teraz tego nie zrobimy. I czy odwrotnie, sami, w dzikim pędzie, mamy w sobie gotowość pomieścić fakt, że ktoś inny, w zatrzymaniu – JEST. Bo kiedy tak się dzieje – zaczynają dziać się cuda. Zaczynamy doceniać fakt, że jesteśmy, bez ciągłego udowadniania sobie i światu, że żeby być, trzeba coś robić. Zaczynamy nabierać odwagi do tego, żeby PRZYJĄĆ drugą osobę tylko ( albo AŻ ) za jej obecność. A że to co dajemy, to wraca, inni również zaczynają nas BRAĆ, takimi, jakimi jesteśmy, nie takimi, jakimi życzyli by sobie, żebyśmy byli, robiąc dla nich to, czy tamto. Stan STOP zaczyna odkrywać przed nami swoje największe dary – uświadamiamy sobie, że nie potrzebujemy tych miliona rzeczy, które mają inni, że nie będąc tam, czy ówdzie, też potrafimy dostrzec magię chwili i bogactwo, jakie za sobą niesie. Ciepło oddechu, tętno krwi, zapach skóry, miękkość włosów, siła mięśni. W jednej sekundzie – tak wiele bodźców. Pełen zachwyt. Prawdziwy SKARB – życie.

Mam dla Was jeszcze dwa ćwiczenia oddechowe, które pomocne są w odnajdywaniu i budowaniu świadomości siebie.

Pierwsze: Skup się. Na sobie. Poczuj swoje ciało. Bierz głęboki wdech nosem, na wydechu wypowiadaj powoli słowo „JESTEM”. Powtarzaj tak długo, jak masz ochotę, siedząc w ciszy, spacerując, biorąc prysznic, leżąc w łóżku…Gwarantuję, że po kilku świadomych wydechach zaleje Cię fala wdzięczności z jestestwa.

Drugie: Usiądź w ciszy i najlepiej, w samotności. Kręgosłup wyprostowany, lewa dłoń na prawej, wnętrzem do góry. Nogi na szerokość bioder, chyba, że siedzisz w siadzie skrzyżnym, lub w pozycji lotosu. Na wdech zadawaj sobie pytanie: „KIM JESTEM”? Na wydech – rozluźnij się, puść i czekaj na odpowiedź. Zwykle przychodzi po kilku oddechach. Nie napinaj się i nie zniechęcaj ( nie kontroluj ! 😉 ). Może w danej sesji w ogóle nie przyjdzie, albo dostaniesz odpowiedź „NIE WIEM”. Przyjmij ją również. To też jest część Ciebie.

No więc – jak JESTEŚ ?

😉

 

Napisz odpowiedź lub komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.