Błogosławieństwo stanu NIE WIEM.

Ponoć życie to sztuka wyboru.

Tak mówią. A skąd oni to wiedzą?

Dla mnie dokonanie wyboru musi być w zgodzie ze sobą. Nie z oczekiwaniami z zewnątrz. Musi płynąć – ze środka. Jak do tego dotrzeć ? I właściwie – dlaczego to takie ważne… ?

Żyjemy ( póki co ) w czasach, gdzie umysł bierze górę nad uczuciem. Ciekawe, jak nasza era się nazywa – ELEKTRONICZNOUMYSŁOWOMYŚLENIZM ? Nie chcemy czuć – boimy się. Nie chcemy zachowywać się IRRACJONALNIE, bo to grozi wyoutowaniem ze społeczeństwa. Chcemy być szanowani, akceptowani, a żeby tak było – MUSIMY WIEDZIEĆ. Co jest dobre, zdrowe, kto ma rację i, oczywiście – umieć to udowodnić. To, że coś jest dla kogoś dobre, bo on/ona tak czuje – no co za bzdura(…)

A dla mnie nie bzdura właśnie. Od ponad miesiąca, jak boomerang wraca do mnie pojęcie AMBIWALENCJA. Czyli stan, w którym JEDNOCZEŚNIE czegoś pragniemy i uciekamy od tego, odpychamy to. Niejeden mędrzec rzekł by pewnie – to nie ambiwalencja, to paradoks, to jest całkowicie pozbawione logiki i sensu. Przecież albo czegoś chcesz, albo nie chcesz ! Przecież to proste – w prawo, albo w lewo. A tu się okazuje, że nie, wcale. Możesz chcieć i nie chcieć zarazem. Możesz chcieć być po prawej i po lewej po trochu. Kto, do cholery, powiedział, że nie możesz być NIEWIEMGDZIE ? Po środku. Raz tu, raz tu ? Nie całkiem, a trochę ?

Wiele znanych mi osób, ciężko znosi fakt, że zmieniam zdanie co pięć minut. Tłumaczenie, że jest to dla mnie wyraz autentyczności spotyka się politowaniem. A ja odbieram to tak, że ich ramy są po prostu za sztywne. Ich chęć kontrolowania za mocna. Skoro coś było zaplanowane, to jak to tak, teraz zmieniać ?! To niepoważne…No oczywiście, przecież życie to najpoważniejsza sprawa, poza tym, że trwa, w skali Wszechświata tyle, co mrugnięcie skrzydeł motyla, to zajebiście serio temat. Nie zrozumcie mnie źle ( jeśli w ogóle rozumiecie – czujecie 😛 ). Nie chodzi mi o traktowanie wszystkiego olewacko, bo to może tak wyglądać. To, że zmieniam zdanie w ostatniej chwili, bo tak czuję, nie znaczy, że nie szanuję osoby, z którą temat był związany. Podstawą jest szczerość i rozmowa. Bez kręcenia i uników. Wywalenie kawy na ławę – jest tak i tak. To już po stronie tej osoby pozostaje, czy zaakceptuje naszą „zmienność”, czy to przerośnie jej ramy i granice.

Bo w sumie do tego to, moim zdaniem nawiązuje. Jeśli NIE WIEM, to nie wiem, co jest dla mnie na TAK,  a co jest na NIE. Jestem jak woda. Płynę. W niektórych sytuacjach może to być zgubne. Jeśli coś robi nam krzywdę, np. tak przyziemnie – źle dobrana dieta, polecona przez tych, co WIEDZĄ, lub kiepska forma ruchu, który dla siebie dobraliśmy, to oczywistym jest, że zamiast w tym pływać dobrze byłoby się określić – to jest dla mnie – TAK, to nie dla mnie – NIE, dziękuję. Ale co jeśli potrzebujemy dużooooo czasu, żeby znaleźć tą definicję ? Ha, mało z tego, co jeśli dziś czujemy, że TAK, ten bezgluten jest super, świetnie się czuję, a za kilka dni stwierdzamy – jak nie zjem czegoś z glutenem to będę najnieszczęśliwszą osobą na świecie ? Możemy, czy nie ? Ja uważam, że tak, jeśli to faktycznie jest NASZE. Jeśli nie sugerowaliśmy się tym, co ktoś nam powiedział, nawet bardzo bliski, czy jakie ilości NIEPODWAŻALNYCH badań na ten temat przeczytaliśmy. W moim odczuciu, najbardziej rzetelne badania są zawsze i tak SUBIEKTYWNE. No bo, co z tego, że jakiś tam procent ludzi tak a nie inaczej zareagował ? każdy z nas jest jednostką, indywidualnością, niepowtarzalnym egzemplarzem. W historii Wszechświata nigdy nie było i NIGDY nie będzie drugiego takiego stworzenia, jak Ty. Czy jakakolwiek statystyka Cie obejmuje ?

Stan NIE WIEM jest trudnym stanem. Jest bez kierunku, bez celu właściwie. Ciężko to czasem unieść. Ja nigdy nie lubiłam czekać. Chciałam mieć wszystko na JUŻ na TERAZ. Życie mnie pięknie doświadczyło, stawiając mnie w sytuacji maksymalnego testu mojej cierpliwości, ale o tym następnym razem ;-). Co pomaga przetrwać w stanie NIE WIEM ? Przekierowanie energii ( uwagi ) na coś innego. Skoro jeden temat ( czasem bywa, że i pięć ) są w fazie transformacji, klarowania się, to zapewne jest jakaś sfera, w którą wówczas możemy się zanurzyć. A może właśnie to prezent dla nas od Wszechświata, żeby zanurzyć się w siebie ? Na pustej kartce ? Gdzie nic nie jest zapisane ? Nie wiesz, co będzie, więc po co się stresować ? Łap chwilę, odpręż się, tkwij w tym niebycie. Z doświadczenia mogę powiedzieć – to, co przychodzi do nas w takich chwilach, to najmocniejsze doznania ever. Wcale nie łatwe i przyjemne. Za to zmieniające życie.

No więc tak – nie wiesz, czego chcesz, nie wiesz, co chcesz robić, z kim być, gdzie ? Spróbuj się zatrzymać, przyjrzeć. Co Cię porusza do życia. W tej ciszy i pustce. Co Cię woła, gdzie Cię ciągnie? Możesz ruszyć za tym. Nie wiem, nie oznacza bezczynności dla mnie. Oznacza raczej dynamiczną eksplorację, poszukiwanie – w czym mi dobrze, gdzie czuję, że pasuję ? Co mnie jara, kręci, motywuje? Co mi smakuje, a co odrzuca ? W jakim towarzystwie, miejscu, czuję się U SIEBIE ? Rusz w tą podróż, tylko w ten sposób możesz się dowiedzieć. Uważaj na znaki, symbole – one są wszędzie. Ja uwielbiam zbierać Tymbarkowe kapsle, choć WIEM, że Tymbark to bardzo nieekologiczny koncern. Cóż, ambiwalencja, życie 😉 Żeby było po środku, ja ich nie kupuję, tylko zbieram z chodników, ścieżek. I biorę sobie tymbarkowe przesłanie. Z uśmiechem oczywiście, nie projektuję swojego życia pod nie. Znakiem może być jakieś zdarzenie, które krzyżuje Ci plany. Telefon od kogoś z nieoczekiwanym tematem. A może to być też wgląd, myśl, która przyjdzie do Ciebie podczas siedzenia 3 godziny bezczynnie – tak mocna, wwiercająca się w Ciebie – to głos z Twojego wnętrza zapewne – warto posłuchać, co chce Ci powiedzieć !

Im lepiej poznamy siebie, im dłużej, z akceptacją, bez napięcia i bez walki będziemy przebywać w stanie bezkształtu, w stanie NIE WIEM, tym łatwiej przyjdzie nam określanie, na co jesteśmy na TAK, a na co na NIE. To tak jak w moich ukochanych 5 rytmach, po pierwszym rytmie, jakim jest FLOWING, który własnie bez kształtu jest, płynie, jest rytmem do siebie, do wnętrz, przychodzi STACCATO – decyzja, kształt, wyjście na zewnątrz z pewnością – jestem na TAK, jestem na NIE. WIEM. Ale to nadal jest wiem, co CZUJĘ. A nie, co jest powszechnie DOBRE. Takiego czegoś nie ma. Każdy z nas ma swoje. Czy zmieścimy to, uniesiemy, czy nas do doprowadza do szału – to już inna kwestia. Która, z resztą, też nam BAAARDZOOOO wiele o nas samych pokazuje. I to się nigdy nie kończy. Uczymy się, grzebiemy, przez całe życie. Fascynujące to i przerażające zarazem. I wcale NIE WIEM, czy mi się to podoba, czy nie 😉

Napisz odpowiedź lub komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany.